Do szkoły poleciałam normalnie na ósmą. Na angielskim mielismy mieć kartkówkę, ale babka chyba zapomniała, bo całą lekcję wyliśmy radośnie „Laaaast Christmas I gave youuu my hearth…!” albo „Snooow is falling all around me…!”. Na religii było o tym, jak po chrześcijańsku przeżywać Boże Narodzenie, a potem…Szkolny kiermasz ciast 🙂 Kocham taką robotę. Magda i Paulina rozkładają się na stoisku, ja (najpierw z Natalią, potem już sama) rozklejam plakaty i „strzałki” wskazujące drogę do naszego stoiska… Zamieszanko 🙂 Wszystko jechało na mojej koncepcji „magicznej” tj. nastrój tajemniczości, świeczki i kadzidełka (pomysł Gośki), fantazyjnie ubrana obsługa itp. itd. Opchnęliśmy całe trzy ciasta! 🙂 Nic dziwnego, dobre były, niaf,niaf… 😀
P.S. Był tam też facet z TV i nas kamerował :)))
hihi x] impreza…
Na maksa 😉