Miałam napisać w poniedziałek,no,ale tak wyszło.
Bo w poniedziałek na Jedynce obejrzałam Teatr TV pt. „Pielgrzymi”.Wyrażałam zainteresowanie tym spektaklem raczej ze względu na obsadę:Dąbrowska,Jungowska,Preis,Niebudek,Suszyński…Ale chyba najbardziej dlatego,że reżyser Maciej Dejczer zdecydował się na zagranie niestandardowe i obsadził w roli kierowcy Grzegorza Halamę.Tak,tego Halamę.I,jak się okazało później,słusznie poczynił.
Sam spektakl był świetny.Nie bez powodu „Pielgrzymów”nazywa się „>>Weselem<< XXI wieku”.Mówi bardzo wiele o kondycji człowieka we współczesnym świecie.W szczególności o kondycji Polaków,chociaż to,co przekazuje w tej sztuce Marek Pruchniewski,to rzeczy uniwersalne.Bo tak łatwo w skłóconych,podzielonych pielgrzymach dostrzec metaforę nas samych.
Obsada też wspaniała.Nie było nikogo,do kogo mogłabym się o cokolwiek przyczepić.Chociaż w moich oczach największą „gwiazdą” spektaklu stał się Grzegorza Halama.To był chyba najlepszy pomysł,jaki panu Dejczerowi kiedykolwiek przyszedł do głowy-obsadzić tego pana w „Pielgrzymach”.Halama zagrał tak,że naprawdę niejeden zawodowy aktor mógłby się od niego uczyć.Gdyby ktoś go nie znał,mógłby pomyśleć,że jest aktorem z wykształcenia…Jego kierowca Leszek to człowiek,który musi walczyć.Walczyć o wszystko,co jest dla niego ważne.O to,by go szanowano.O Marię,którą pokochał w czasie pielgrzymki.O własne szczęście.Sztuką jest zbudowanie wielkiej roli na drugoplanowej postaci.Halamie się to udało nader oszczędnymi środkami.Nie gra ekspresyjnie-swojego kierowcę tworzy poprzez zaakcentowanie pewnych istotnych momentów (polecałabym się przyjrzeć scenie rozmowy z Jaskółką i ostatniej scenie).Grzegorz Halama stworzył w ten sposób postać z krwi i kości.Uczynił z Leszka najciekawszą chyba i najbardziej przejmującą postać w spektaklu.
To niesamowite.Dopiero teraz dostrzegłam w Halamie dojrzałego duchowo artystę…