Od jakichś trzech i pół godziny powinnam ryczeć jak głupia w rękaw. Jakoś nie mogę. Bela potrafiła sobie tak ulżyć, ja nie potrafię. Włącza mi się w środku jakaś blokadka i ani jedna łza z oczu nie chce wycieknąć.
SMS przyszedł o 12.46. Na religii i biologii cudem wysiedziałam.
Pierwsze myśli:
„Przecież niedawno nam mówił, że nie ma takiego zamiaru!”.
„Jego chyba kurwa pojebało do reszty!”
„Chory, wariat, idiota?”
Może i okrutne. Nie panowałam nad nimi ani trochę. Chociaż była i gorsza. Gapiąc się na parking za oknem i totalnie olawając wykład księdza, przeszły mi przez głowę: „Mam szczerą ochotę przegryźć ci tętnicę szyjną. Biorąc pod uwagę moje krzywe i tępe zęby, długobyś cierpiał”. Przestraszyłam się samej siebie. Musiało się dziać naprawdę źle, żebym sobie chociaż pomyślała o czymś takim.
Ręce jeszcze mi się trzęsą, gdy to piszę. Boże, przecież jeszcze niedawno, gdy napomknęłam o tym, to napisał: „O odejściu z Neo-Nówki nie myślę bo dobrze mi tu, ciepło i przytulnie.”. Co więc u licha się musiało stać, że w ciągu półtorej miesiąca podjąć taką decyzję?
Kurwa. Deja vu. Niespełna rok temu inna osoba sprawiła nam taką „uroczą” niespodziankę. Tak, Jerzyk. Teraz, z perspektywy czasu wiem, że faktycznie tak było lepiej dla niego, ale swój były skład skrzywdził i to mocno. Mówcie co chcecie, jak teraz na nich patrzę, to mam ciągłe uczucie, że coś jest nie tak.
Chociaż może nie powinnam do siebie porównywać tych dwóch zdarzeń. Mają ze sobą wspólny tylko ból, jaki sprawiły niektórym osobom.
Jak terrorysta-samobójca. Krzywdzi siebie, a przy okazji i innych. Każda taka decyzja pociąga za sobą tego typu konsekwencje, dlatego wymaga naprawdę zajebistego przemyślenia. Pamiętacie, jak było z G.C.? Teraz się czuję tak samo beznadziejnie, jakby mnie ktoś w brzuch kopnął z glana.
Już ponoć mają kogoś na jego miejsce. Szybkie lopezy, psia ich mać. Swoją drogą trochę żal mi tego „nowego”, bo na samym starcie ma przesrane. Przynajmniej z mojej strony. Dlatego, że wszedł na miejsce Paszczyka. Aż dlatego.
[Wczoraj 1:38] PASZCZU: A jutro Dagsterze do szkoły nie idziesz?
[Wczoraj 16:31] Daguchna: Ha. Zaskoczę cię – rano normalnie wstałam i poszłam. A tak na marginesie to wredny jesteś 😛
[Wczoraj 23:57] PASZCZU: Wybacz Mościapanno, ale jam tylko pragnął zagadnąc…Próbowałem delikatnie bo godzina biewczesna była i jakos pusto wokoło…Jeślim uraził to padam do nóżek i o przebaczenie proszę!
[Dzisiaj 0:22] Daguchna: Uh, po tak przekonywująco rycerskich przeprosinach nie pozostaje mi nic innego, jak stwierdzić – wybaczam 🙂
Teraz, gdy czytam tą wczorajszą rozmówkę, czuję się naprawdę mocno nieswojo.
Obiecał za niedługo wyjaśnić nam ze szczegółami całą sprawę. Czekam na to, chociaż też obawiam się tego. Boję się, że posypią się słowa ostre jak rozbite szkło, słowa, których wszyscy potem będą żałować.
Więc krzyczę słowami Dommy, których sama nie miałam odwagi wykrzyczeć: „Paszczu…Czy Ciebie pojebało do końca,doszczętnie,definitywnie?! NEONSY BEZ CIEBIE?! JAKZE TO TAK?!?!??!„