Więc w ramach fałszywego upatriocenia, jakie nastąpiło w naszym kraju po premierze filmu „Katyń” popełnionego przez niejakiego Wajdę Andrzeja, zostaliśmy niemalże siłą zaciągnięci do kina na wyżej wymieniony obraz. I ani trochę nie przesadzam, pisząc, że „niemażle siłą”. Jedna osoba, która miała nie iść, bo tego dnia wypadały jej zawody sportowe, została tak brutalnie opieprzona przez naszą wychowawczynię, jakby co najmniej kogoś pobiła, i zmuszona do pójścia na film. Ale mniejsza z patologiami. Sam obraz objawił się w kinach z dużym szumem i reklamą. Że rozliczenie z historią, że mocno poruszający, że każdy Polak powinnien go obejrzeć i takie tam. Po takiej kampanii stwierdziłam, że coś z tym filmem musi być nie tak, skoro tak go reklamują. Teraz, po obejrzeniu „Katynia”, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że miałam rację. I że żałuję tych 11 złotych za bilet. Dołożyłabym sobie 6 złotych i poszłabym za to do teatru. No, ale trudno się mówi.
I co? Zamiast zapowiadanego „poruszającego obrazu o polskiej historii” dostaliśmy trochę podrasowany „na inteligencko” teatrzyk kukiełkowy złożony z samych znanych buziek. Tak więc mamy Rotmistrza, Rotmistrzową i ich dzieciaka tj. Rotmistrzówną, Porucznika A Potem Majora, Generała, Generałową i ich dzieciaka podlotka tj. Generałówną, Porucznika, Dobrą Siostrę Porucznika i Złą Siostrę Porucznika (skąd ten podział, dowiecie się potem), Matkę Rotmistrza i Ojca Rotmistrza, Bratową Rotmistrzowej, Syna Bratowej Rotmistrzowej, parę postaci mniej znaczących, bezimienne stado oficerów polskich plus Niemcy i Rosjanie. Tak więc bezimienne stado oficerów wraz z Rotmistrzem, Generałem, Porucznikiem oraz Porucznikiem A Potem Majorem zostają wywiezieni w tak zwaną cholerę (czyt. w głąb Rosji). Wcześniej mamy rodem z łzawego harlekina trochę tylko przerobioną pod sytuację – Rotmistrzowa namawia mężula na ucieczkę, ale ten odmawia: „Ślubowałem”. „Mi też ślubowałeś. Na śmierć i życie” – popłakuje żoneczka. No luuudzie… Potem mamy totalny chronologiczny miszmasz – ojca Rotmistrza Niemcy zgarniają razem z całą profesurką do obozu, gdzie po jakimś czasie tenże zejdzie; Rotmistrzowa z Rotmistrzówną siedzą najpierw u Bratowej, dopóki tej ostatniej wraz z jej dzieciakiem (o dziwo wszystkie dzieciaki w filmie są płci żeńskiej… Przypadek?) nie zgarną Rosjanie, żeby potem wylądować u Matki Rotmistrza i tam się pluć non stop, że „Andrzej żyje, bo go nie ma na liście”; Generałowa podczas Wigilii ma zwidy, że w domu siedzi jej mąż i bawi się talerzem, zaś później mało nie ląduje w Auschwitz za to, że nie chciała podpisać niemieckiego papierka o tym, że będzie trzymać kciuki za przykopanie Ruskim za Katyń; Porucznik A Potem Major, który wstąpił w szeregi Armii Czerwonej, żeby nie stracić głowy, po histerycznym wywodzie Generałowej doznaje „cudownego” olśnienia, nachlawszy się w barze stawia wszystkim kolejkę i coś chrzani o prawdzie, by na finał odstrzelić sobie łeb samemu; Dobra Siostra Porucznika chce postawić mu nagrobek sugerujący, że Rosjanie go zaszlachtowali i za upieranie się przy swojej wersji jak „bohaterka” ląduje w mamrze, podczas gdy Zła Siostra Porucznika zapisała się do partii i została nawet dyrektorką szkoły, zamiast nadstawiać łepetyny za „słuszną sprawę”; Syn Bratowej Rotmistrzowej chcąc się zapisać do ASP składa CV, w którym wpisał, ża tatusia to mu Rosjanie ubili, a gdy Zła Siostra Porucznika dobrze mu radzi, żeby sobie przemalował to na Niemców, to ogłasza, że „życiorys ma się tylko jeden” i odwróciwszy się na pięcie wychodzi – w sumie nie wyszedł mu ten patriotyzm na zdrowie, bo za zdarcie plakatu o Olbrzymie i Zaplutym Karle Reakcji milicjanci tak długo go ścigali, aż w końcu młodocianego puknęła milicyjna bryka powodując zejście śmiertelne; a na finał mamy szybkie cofnięcie się do wiosny’40 i wystrzeliwywanie oficerów. Rozumiecie coś z tego? Nie? To nie martwcie się, my też nic z tego filmu nie chwyciliśmy. Badziewność scenariusza zaważyła na całym filmie, bo i Herkules d… gdy scenariusz słaby. Natchnione, patetyczne kwestie w stylu wymienionej wyżej dyskusji o ślubowaniu brzmiały w ustach aktorów śmiesznie, zaś nachalna symbolika w stylu wyciągnętej łapki całkiem już sztywnego Porucznika dzierżąca różaniec czy deklamującej kwestie Antygony łysej aktorki, podczas gdy Dobra Siostra Porucznika ścina włosy na peruczkę dla niej dopełniają obrazu nędzy. Bo do samej realizacji się czepić nie można. Sposób filmowania od razu skojarzył mi się z badziewiarskim filmem „Arytmetyka diabła” znanym też pod tytułem „Diabelska wyliczanka” (do obejrzenia w środowych „Okruchach życia” na Jedynce czy innych Hallmarkach, chociaż po co tracić czas), ale za to tzw. efekty specjalne były całkiem całkiem. Wyprowadzanie za fraki profesorów z uniwerku, młodociany malarz uderzony przez auto czy wreszcie scena egzekucji na dużym kinowym ekranie robiły wrażenie. Mimo to można sobie pozwolić na stwierdzenie, że twórcy poszli w ilość (patrz: ilu tam się statystów szlajało) a nie w jakość, a braki w scenariuszu tuszują dużą ilością czerwonego koncentratu z truskawek.
Podsumowując – nudy na pudy, film równie fascynujący jak makaron ze smalcem. Tylko, że makaron to można od biedy zjeść, a z „Katynia” takiego pożytku nie ma. Nawet oglądanie twarzyczek różnych filmowych amantów w różnym wieku (chronologicznie od najstarszego: Andrzej Chyra, Artur Żmijewski, Paweł Małaszyński, Antoni Pawlicki) nie rekompensuje braków filmu. Bo zarówno cała produkcja, jak i gra aktorów jest tak bezpłciowa, że się w głowie nie mieści. Po prostu „Katyń” jest przereklamowany. Spodziewałam się po nim czegoś więcej, a dostałam Muppet Show dla baaardzo ubogich. Ja wiedziałam, że tak będzie. Tak samo kiedyś się przejechałam na „Weselu” Smarzowskiego oraz w połowie tak na „Symetrii” i „Komorniku”. Czyżby teraz przykładano większą wagę do reklamy niż do samego filmu?
Ktoś w Internecie napisał, że to jest „polski kandydat do Oskara”. Tjaaa. Jeśli coś takiego tam wystawimy, to co najwyżej Złotą Malinę dostaniemy i to tylko przy odrobinie szczęścia.
A mnie się podobało…
Zdecydowanie się z Tobą nie zgadzam, co do tego, co piszesz o filmie….Ale każdy ma prawo do własnej opinii….