„MADAME:
A co pana interesuje w teatrze? Czemu pan tu właściwie przyszedł do nas? Proszę się nie bać, to nie egzamin. Niech pan tak szczerze, po ludzku powie, czego pan się pan spodziewa, czego oczekuje? Czego pan chce?
MŁODY:
Czy ja wiem? To tak trudno w jednym zdaniu… To nie takie proste. Czego się spodziewam? Może…
KOKKO:
Sławy, kurwa sławy! Tylko, że to nie ten adres… he… he… Niestety.
MELLO:
Pieniędzy, kurwa pieniędzy! Ale to też nie ta uliczka…he…he… Też niestety.
MŁODY:
Nie, to chodzi raczej o jakieś głębsze sprawy… tak, z całą pewnością o coś innego… bardziej wewnętrznego… jakieś uczucie i o coś…
COLLOMBINA:
Ulotnego, eterycznego może? To pan, panie Marcinie, pewnie miłości w teatrze szuka. Miłości, miłości jako spełnienia…
CIOTKA:
Collombina ci zapewni. Miłość to ona – ona to miłość. Jeszcze pan będzie po kulisach przed nią uciekał. Tylko niech pan nóżki nie zwichnie…he..he…
Wszyscy parskają śmiechem.
COLLMBINA:
Zamknij się, głupia i nie gadaj o sprawach, o których pojęcia nie masz.
MŁODY:
Faktycznie, wesoło tu u państwa. Nawet nie wiedziałem, że teatr może być taki zabawny.
MADAME:
To pan jeszcze zobaczy, jaki zabawny… Tak, zobaczy pan, i z tego śmiechu łzy będą panu płynąć po policzkach jak dziecku. Wtedy pan zrozumie, co to za zabawa jest… Wyjątkowa… Tak, teatr to zabawa… jeszcze pan zobaczy.
Chwila pauzy. Nikt się nie śmieje.
MŁODY:
Właściwie chodziło mi o to, że w teatrze szukałem i szukam takiego głębokiego przeżycia… jakiegoś zrozumienia, zrozumienia własnej egzystencji… własnego istnienia. To dość trudne, ale staram się szukać odpowiedzi na najbardziej podstawowe pytania nurtujące człowieka… I jeszcze to dążenie do doskonałości… Ciągła praca, by osiągnąć sprawność absolutną, która jest dziełem sztuki samym sobie. No, nie wiem… jakby medytacja, taka medytacja rolą… czy w roli… no, nie wiem, jak to powiedzieć. Takie obcowanie z absolutnym… absolutem poprzez sztukę, czy w sztuce. Znalezienie, czy ja wiem, może… Boga… bo to świątynia przecież… chyba. No, nie wiem… to naprawdę bardzo trudne, żeby tak jednym zdaniem… Państwo rozumieją… mam dzisiaj taki mętlik w głowie. Sam już nie wiem, przepraszam.„
Koleżanka z Giżycka ochrzciła mnie niedawno ksywką „W-11”. Że niby wiem wszystko o wszystkich, a jeśli nie wiem, to znajdę, co trza. I chyba coś w tym jest, bo przypadkiem natrafiłam na tekst dramatu, z którego pochodzi powyższy fragment. Ruszyło mnie, nie powiem. Mimo wszystko, nie tylko ze względu na osobę autora. Chociaż spojrzenie na tą sztukę przez pryzmat perypetii życiowych człowieka, który ją napisał, dało mi do myślenia. Mocniej niż one same chyba nawet. Po prostu zaczęły po cichu wyłazić „z tyłu głowy na przód” różne takie wątpliwości. Do teatru ciągnęło mnie od dzieciństwa. Najpierw od strony sceny – 3 lata przeszlajane po kółkach teatralnych. Potem racjonalizm doszedł do głosu, stwierdziłam, że na aktorkę nijak się nie nadaję, bo i niedostatecznie dyspozycyjna, sprawna fizycznie, z fatalną dykcją, no i ze zbyt zadziornym charakterkiem, porządzić sobą nie da. Za to do reżyserii mnie pociągnęło. Filmowej wprawdzie, ale teatr dalej mnie oczarowywał. Chociaż dosyć późno stwiedziłam, że ten, który mam właściwie pod nosem, jest wcale niegorszy od teatrów warszawskich, krakowskich, wrocławskich, których spektakle oglądałam w teatrze telewizji. Reasumując – nie mijało mi przez lata. Nadal nie przeszło i się z tego cholernie cieszę, bo w życiu trzeba się przecież czymś interesować. Ale los zetknął mnie z kimś w rodzaju „filozoficznego antagonisty”, pomimo pewnych podobieństw.
Młodociana entuzjastka i stary wyjadacz.
Ufna wariatka, oczarowana historiami toczącymi się na scenie i introwertyczny wrażliwiec, który poznał Melpomenę z gorszej strony, jeśli nie z najgorszej.
Teatr jako świątynia sztuki i teatr jako survival rządzący się prawami dżungli.
I kto ma rację?
Każde z nas. Swoją.
Chociaż zauważyłam, że przypominam jego, gdy był mniej więcej w moim wieku, może ciut starszy. I to mnie martwi mimo wszystko. Ja nie chcę w wieku niespełna czterdziestu lat stwierdzić, że droga życiowa, którą wybrałam z autentycznego „powołania” to mój życiowy błąd. Ja się boję, że kiedyś też przekonam się o układach i układzikach, bezinteresownej zawiści i niedocenieniu. Póki co staram się wierzyć, że teatr to najpiękniejsze miejsce na Ziemi. Chociaż spotkanie na swej drodze tego pana dało mi coś do zrozumienia. Że w tak szlachetnym miejscu może się czaić wszystko, co najgorsze. Coś jak szata Dejaniry. Niesamowite. I okrutne.
” (…) uczestnictwo w ciekawszych epizodach wyklucza zapomnienie… „. Święte słowa, Bonawenturo.
Cieszę się, że dotarłaś do tej sztuki. „Zapach” ma już parę lat i całkiem niedawno przypomniałem sobie o nim i wrzuciłem do tego forum dla ludzi młodych… Bo coś tam za słodko… Ta sztuczka to taki żart, dość makabryczny może, ale zawsze żart. A jeśli chodzi o sprawy zawodowe, to zagrałem właśnie w reklamie Citi Banku. Emisja pewnie za jakiś miesiąc. Gram fryzjera. W okularach, czarne włosy i obok piękny asystent. Wymowa jednoznaczna. Będzie kupa śmiechu. W „Biurze Kryminalnym” też się jakoś niedługo objawię. I też fryzjer. Coś jest na rzeczy. Nowy zawód? No… nie wiem…Pozdrawiam gorąco. I dziękuję za pamięć. Cinek.
Taaa, dość makabryczny żart. Taki, co to normalnej osobie przyjść do głowy chyba nie może :PDobrze, to mam miesiąc na przygotowanie się psychiczne. Nie no, żartuję xD Po prostu mam taką awersję do reklam, że mijam je szerokim łukiem, o taaaakiiiiim szerokim. Cóż ja poradzę. Tylko te z Mumio trawię, ale trudno się temu dziwić ^^ „Wymowa jednoznaczna” – eeee… a ja nie chwytam.Oooo, jak miło. Szczerze mówiąc od dłuższego czasu na to liczyłam 🙂 A tak apropos, to ostatnio widziałam tam pana Andrzeja Kępińskiego. Tylko przez chwilkę, bo trafiłam na końcówkę – ten odcinek wyemitowano ponad pół godziny wcześniej niż zapowiadano. No myślałam, że mnie apopleksja na miejscu strzeli. Mam nadzieję, że odcinka z Pana udziałem nie przegapię w tak głupich okolicznościach. Szkoda, że nie mam video, to bym sobie może nawet nagrała. No i mamie wreszcie Pana pokażę nie na zdjęciu, ale w tzw. akcji :)Aj tam, niekoniecznie nowy zawód. Wezmę moją ekipę, zrobimy zrzutę, pojedziemy do Wrocławia i nakręcimy niskobudżetowy horror o fryzjerze, który morduje swoich klientów xD Z Panem w roli głównej oczywiście xD Nie no, przepraszam, za dużo ostatnio rozmawiam na GG z Martą i mi się roi we łbie…A tak z zupełnie innej beczki, to za miesiąc zabieram mamę na „Trans-Atlantyk”. W sumie to będę na tym spektaklu trzeci raz. Pierwszy raz nie będzie Pana w obsadzie. I się tak zastanawiam, jak to będzie. Próbuję nie oczekiwać niczego, nie porównywać tamtych przedstawień do tego. Trudno będzie.Się rozpisałaaam…Pozdrawiam, Dagmara.