Na pełnym morzu

Zgodnie z obietnicą daną samej sobie 1 kwietnia (a nawet wcześniej) dnia dzisiejszego wybyłam na spektakl „Na pełnym morzu” do jedynego i niepowtarzalnego 🙂 Teatru Jeleniogórskiego. Po konsultacjach z Weroniką (serdeczną koleżanką z czasów gimnazjum i grupy Mimesis) stwierdziłam, że pójście za kulisy z kwiatkami jest niezbyt możliwe (chociaż paru osobom zależało – Monia, pozdrawiam 😉 ). Więc postanowiłam, że przesympatyczna obsada spektaklu (Grzegorz Cinkowski – w spektaklu grający Małego Rozbitka, Jacek Grondowy – odtwórca roli Średniego Rozbitka, Robert Dudzik – wcielający się w postać Grubego Rozbitka) dostaną po kwiatku podczas oklasków. Potem były wątpliwości – jak podejść, jak podać kwiatki (wiem, głupie), wreszcie – czy nie spanikuję. Jeszcze dzisiaj rano nie miałam tych nieszczęsnych łodyżek w planach. Jednak – jak się potem okazało, na szczęście, ale nie uprzedzajmy faktów – moja niezastąpiona kumpela Natka przekonała mnie, żebym jednak poszła. Nabycie trzech żółtych tulipanów w kwiaciarni koło Plusa ugruntowało decyzję… Wreszcie, po odpowiednich przygotowaniach i dwudziestominutowej drodze 🙂 byłam na miejscu. Potem oczekiwanie, aż wreszcie wpuszczają nas na salę. Napięte z nerwów mięśnie nóg pobolewają niemiłosiernie, jakieś motylki w brzuchu potrzepują skrzydełkami. Wreszcie wchodzimy. Na scenie studyjnej scena jest umieszczona pośrodku, a aktorów od widzów dzieli ledwie stopień, więc usadowiłam się w pierwszym rzędzie. Dudzik na krześle po prawej, Grondowy na skrzyni po lewej, Cinkowski na krawędzi „tratwy” pośrodku – taki oto widoczek zastaliśmy. Widziałam nawet, jak Grondowy nogę zmienił (o żesz ja szczególara 😀 ). A potem się spektakl zaczął. Gruby Rozbitek tupie głośno po tratwie, potem następni (Średni i Mały) też zaczynają (jakby się czego naćpali i ich nosiło). Okazuje się, że po prostu głodni są. I muszą zjeść… nie coś, ale kogoś. Teraz następuje cała masa różnorakich perypetii mających na celu wyłonienie kandydata na, nie bójmy się tego powiedzieć, obiad. Kurczę… Niby Mrożek, niby tragifarsa i groteska, ale więcej było zbierania się na płacz niż śmiechu. Znaczy się w moim przypadku, bo sala chichotała notorycznie. Z jednej strony wiedziałam, że z góry skazany na pożarcie Mały jest tu osobą pokrzywdzoną, ale gdy Średni – jak sam twierdził, sierota – rozpłakał się i wtulił w Grubego (trzeba przyznać, że miał się w co wtulać, oj miał…;) ), a potem wraz z Grubym siedli sobie z boku i zaczęli ryczeć obaj, wspominając swoje całkiem niefajne dzieciństwo… Gotowa byłabym im uwierzyć. Mało się nie popłakałam, gdy Średni podszedł z nożem do Małego, chcąc go ukatrupić… Ale trzeba przyznać, było parę śmiesznych momentów. Bardziej w warstwie tekstowej, więc chwilowo nie pomnę niczego, ale – żeby nie było – pojawiło się parę śmiesznostek… hm… że też tak to ujmę, wizualnych… Albo i wizualno – werbalnych. Dudzik plujący podczas przemowy jak rasowy zraszacz ogrodowy (dobrze, że nie w moją stronę, bo bym pewnie była mokra) tudzież rozkoszne czerwone „trepko – trampki” Cinkowskiego… To trzeba zobaczyć 🙂 Albo dyskusja, co zrobią z Małym i pewną panią z widowni – coś, że pani „sote na przystawkę” czy coś… 😉 Zresztą poza ucztą duchową „Na pełnym morzu” oferuje także uczę dla oczu… Co tu kryć, cała obsada jest dosyć nieprzyzwoicie urodziwa. Możemy ich oglądać przez godzinę bez przerwy – niektórych nawet niemalże w całej okazałości… Mam tu na myśli (of course) Grzegorza Cinkowskiego – osobę nie tylko nieprzeciętnego talentu, ale i urody:) I uwaga, teraz będzie „letka” dygresyja, bo trza udowodnić. Kto nie wierzy w to, co powiedziałam, to proszę, o, niech popatrzy:

http://www.teatr.jgora.pl/dramatyczny/galeria.php?spektakl=47&pocz=0

– cała galeryjka z monodramu „Wódka z rumem”

http://www.jelonka.com/?module=templates&template=5707431a6 24d8cfcb47def299ccd35c6&id=c0e5&catid=80

– parę milusich fotencji z 100 przedstawienia „Na pełnym morzu”

http://www.teatr.dlawas.com/tdw/images/stories/romeoijuliajel.g.jpg

– „Romeo i Julia”… Ach, te dredy 😉

http://www.jelonka.com/binary/aktualnosci/2006/05/13/teatr/05.jpg

– pw.

http://www.prus.art.pl/newlib2/fileRead.php?id=750 

– ponownie „Wódka z rumem”.

http://www.prus.art.pl/newlib2/fileRead.php?id=743 

– pw.

http://www.casting.wroc.pl/osoba.php?id=2947 

– parę zdjęć tak ot, prywatnie 😉

Koniec dygresji. Tak więc tenże pan grał Małego Rozbitka, si? A ten miał zostać zjedzony, więc przecież nie będą go szamać w ubraniu 😉 Tak więc w dramatycznym momencie, gdy Średni podchodzi do Małego z nożem, Mały wyrzuca wręcz z siebie propozycję, żeby przed konsumpcją umyli mu nogi. Oni się zgadzają, a on siada na krześle i kolejno zrzuca: urocze „trepko – trampki”, koszulę (co ma ułatwione, bo mu ją Gruby wcześniej rozpiął), spodnie… Tylko nie myślcie sobie, że został bez niczego – w bieliźnie był, a na dodatek Gruby zawiązał na nim kawałek białego płótna. Cała końcowa scena to po prostu wyżerka estetyczna. Wyobraźcie sobie – Cinkowski w owym stroju siedzi na krześle, nogi podkulone. Powoli wkłada nogi do metalowej miski z wodą, głowę opuszcza na oparcie krzesła, przymyka oczy. Grondowy myje mu lewą nogę, Dudzik głaszcze po twarzy. Potem rozpuszcza mu włosy, przeczesuje palcami. Opieprza Grondowego, że „chyba tą lewą już wystarczy”. Albo później – Cinkowski wstaje, stoi przez chwilę w misce, potem przechodzi na lewą stronę „tratwy”. I stoi tak, oświetlony. Like an angel? Czemu nie. Tym bardziej wtedy, gdy staje na krześle, a Dudzik mówi, że „on teraz jest naprawdę szczęśliwy”.Gaśnie światło. Koniec spektaklu. Brawa. Duże brawa. Pierwsze ukłony. Szykuję się do podejścia. Drugie ukłony. Ściskając w drżącej dłoni trzy żółte tulipany, podchodzę. Z uśmiechem wręczam pierwszego Grzegorzowi Cinkowskiemu. Słyszę ciepłe: „Dziękuję ci bardzo” 🙂 Drugi kwiatek trafia do Roberta Dudzika, trzeci do Jacka Grondowego. Widzę, że obydwie strony z całego działania się cieszą – i panowie artyści i sierotka z kwiatami 😉 Zmykam na swoje miejsce i oklaskuję aktorów. A potem… Co potem? Game over. Idziemy do szatni. Potem jeszcze relacja zdawana na gorąca Natce przez telefon.

Miast puenty, opowiem coś z Mrożka rodem po prostu – we wtorek kupiłam sobie bilet na ten spektakl. A w środę od polonistki w szkole dowiedziałam się, że we wtorek 24 kwietnia idziemy na to z całą budą. Nyyyaaaan! 😀 I co, chętnie powtórzę to 🙂

P.S. Za nieskładność relacji przepraszam, ale taki mam po tym kocioł w głowie…

6 komentarzy do “Na pełnym morzu”

  1. NIESKŁADNOŚĆ!? Pieprzysz głupoty. Nie przepadam za Cinkowskim,ale tak świetnie opisałaś,że się chciało czytać 🙂

  2. Po pierwsze primo dziękuję bardzo za pozdro :* I Ciebie również pozdrawiam :* Ehh co do tej relacji…bosko….”Ciepłe „Dziękuję Ci bardzo”…” Ja bym odleciała 😀 i napewno by mi się słabo zrobiło i z nerwów i z radości 😀 tylko pozazdrościć… Pzdr :*

  3. Po pierwsze – nie ma za co 🙂 Po drugie – ja odleciałam 🙂 Motylki w brzuchu, nogi z waty (nie odczuwałam tego zbyt mocno, bo już frunęłam, ale jednak), totalny kosmos i inne światy.

  4. Jestem poruszony absolutnie taką relacją ze spektaklu. Podejście do mojej osoby wprawia mnie w zakłopotanie. Jest mi miło i trochę dziwnie.Ale to już nie potrwa długo. Odchodzę z Teatru Jeleniogórskiego. Nie wszyscy za mną przpadają. Ale to normalne. Pozdrawiam. cinekk1

    1. Pierwsza reakcja – zdrętwiałam cała. Rzadko mi się to zdarza. No cóż, stało się coś, czego się tak jakby obawiałam – któraś z osób zainteresowanych jakimś cudem tu trafi i te moje „odpały” przeczyta. Druga – radość, jednak radość. Trzecia – totalny niepokój. No cóż, „siedzę w temacie” i wiem, że Pana odejście z Teatru może znaczyć zarówno Pańskie definitywne zniknięcie z naszej sceny, jak i tylko rezygnację z etatu… Dobrze, cichnę już i czekam, co się zdarzy jutro, pojutrze, za tydzień. I też pozdrawiam.P.S. „Podejście do mojej osoby wprawia mnie w zakłopotanie”. Ojej. Przepraszam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *