Trans – Atlantyk bis

Co ta sztuka robi z człowieka… 😉 Wczoraj wieczorem znów zjawiłam się w Teatrze Jeleniogórskim na spektaklu „Trans – Atlantyk” (w końcu sobie obiecałam). Miałam iść z mamą, ale – co za pech – rozchorowała się :/ Więc pomknęłam sama. Bilety zaklepywałyśmy wcześniej, więc miałam dobre miejsce numer 10 w drugim rzędzie – jako, że pierwszy rząd był wyłączony z użytku, było to jedno z najlepszych 🙂 Z takiej pozycji można było bezproblemowo dostrzeć masę szczegółów niezauważalnych z trzeciego rzędu – np. że grający Gonzala Tadeusz Wnuk ma pomalowane na różowo paznokcie, że panie z chórku mają czarną bieliznę (tańczyły coś w stylu „pijanego kankana”, więc było widać jak na dłoni 😀 ), że Grzegorz Cinkowski ma rozkosznie śliczne, równiutkie ząbki (kurczę… jak sobie moje przypomnę, to mu zazdroszczę :])… Co do tego ostatniego, to miałam okazję podziwiać ten przemiły widoczek z baardzo bliska. W scenach rozmów Gombrowicza (Jacek Grondowy) z Cieciszowskim (Grzegorz Cinkowski właśnie 🙂 ) aktorzy schodzili na proscenium (chyba tak to się nazywa) i prowadzili dialog, stojąc może metr ode mnie. Kurczę, mogłabym tam siedzieć w nieskończoność i patrzeć na te ich miny… 😉 Znaczy się nie! Nie mogłabym, bo nie mogłaby wówczas nastąpić druga część spektaklu, a tam… znów Grzegorz Cinkowski, ale w innej roli. Horaaacjoooo :} Już tylko czekałam, aż wyskoczy z prawej loży i wkroczy na scenę 🙂 Czarny podkoszulek, skórzane spodnie, kozaczki na małym obcasie… Nie będę ukrywać – właśnie ten pan jest pretekstem mojej wizyty w teatrze (i zapewne wielu przyszłych), ale przecież liczy się efekt 😉 Żywię tylko nadzieję, że nie zauważył, jak się na niego patrzyłam… tfu! To za ładnie powiedziane – gapiłam. Znając mnie to musiało głupio wyglądać… 😉 Spektakl podobał mi się w sumie i to bardzo – zresztą podpasował mi już za pierwszym oglądaniem. W dodatku teatr ma to do siebie, że nigdy przedstawienia jednej sztuki nie są takie same – i proszę, chórek żeński w sali tańców składał się tym razem tylko z dwóch pań, a pan Cinkowski w pierwszej rozmowie Cieciszowskiego z Gombrowiczem miał obcinkę w tekście (ożesz, ale ze mnie szczególara). W sumie pod koniec spektaklu miałam z wrażenia i ze śmiechu łzy w oczach. Po wyjściu z teatru myślałam tylko o jednym: „Kurczę, pójdę, pójdę jeszcze raz!”.

Ano pójdę. W końcu mamę muszę zaciągnąć na ten spektakl 😀

P.S. Poza tym po maminej wypłacie zaklepię sobie bilet na „Na pełnym morzu” na 20 kwietnia. Tercet Dudzik – Grondowy – Cinkowski przez godzinę. Mniam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *