Dwa lata temu Prima Aprilis rozpoczął najgorszy chyba tydzień mojego życia, chociaż nie miałam wtedy jeszcze dostatecznej świadomości tego faktu. Dnia następnego wieczorem, zajadając bardzo smaczny jogurt limetkowy z biszkoptami (którego już notabene nie sprzedają… a szkoda, bo pyszny był) oglądałam sobie „Pana Tadeusza”. O godzinie 21.37 zobaczyłam nagle na ekranie miast polowania na niedźwiedzia świeczkę na czarnym tle i mój wewnętrzny głos, wydłubując sobie z zębów kawalątki biszkoptu, powiedział: „Daga… Zapomnij, że dzisiaj obejrzysz ten film do końca”.
Wtedy rozpoczęła się tygodniowa paranoja. Włączam telewizor, a tam… Jedynka – papież. Dwójka – papież. Polsat – papież. TV4 – papież. Jasna cholera! Normalny film puścili dopiero w piątek wieczorem. W radiu same smętne kawałki – szlag człowieka trafiał po dwóch minutach słuchania. Całe pięć czy siedem dni przejechałam na kasetach magnetofonowych. Były dwa plusy (co prawda nie rekompensowały mi w całości „tych nerw” niepotrzebnych, ale zawsze coś) – luzy w szkole (albo apele, na których żarliśmy lizaki i podszczypywaliśmy się nawzajem albo przemowy na lekcjach – biedne ciało pedagogiczne sądziło, że cokolwiek nas to interesuje) i wolny piątek – dzień pogrzebu papieża. Miał być „dzień zadumy”, był dzień byczenia się. I ten pamiętny tekst mojej rodzicielki: „Daguś, włącz u siebie telewizor, zobaczysz, jakie kolorowe kwiatki”. Faktycznie, kwiaty na placu Świętego Piotra były naprawdę śliczne i w ogromnej ilości kolorów.
Od tamtego czasu w naszym pięknym kraju nastała nowa moda – na papieża. Nagle się ni stąd, ni zowąd okazało, że wszyscy żyją zgodnie z tym, co papież mówi, chociaż jeszcze tydzień wcześniej większość to miała w głębokim poważaniu. Wszyscy składają przyrzeczenia, czuwają po kościołach, stawiają pomniki, drepczą w „białych marszach” czy innych „marszach pokoju”, uznają się za „pokolenie JP2″… Oglądałam to jako zdystansowana obserwatorka zarówno tuż po śmierci papieża jak i rok później i sobie pomyślałam: „Ale obłuda”.
Sądziłam, że podobny kretynizm dziać się będzie dzisiaj i z radością skonstantowałam, że się pomyliłam. Parę nabożeństw, kilka koncertów, normalny program w TV… I kto miał rację? „Pokolenie JP2” to fikcja. Jeżeli ktoś naprawdę bierze do siebie naukę Jana Pawła II, to się z tym nie obnosi. Mi od zawsze było to całkiem obojętne. Ale przynajmniej jedną przysługę papieżowi wyświadczam – nie wkręcam kitu, że mnie to tak strasznie interesuje.
Aha – i to piekielne „Santo subito”. Z jakiej racji Jan Paweł II ma być beatyfikowany szybciej niż inni? Jadwiga Andegaweńska czekała na to 600 lat, to on też może.
Mogę zrozumieć Twoje stanowisko, ale nie rozumiem, o jaką przysługę chodzi.
O taką, że wiele osób, które nie wyrażały zainteresowania nauką papieża, po jego śmierci nagle stało się „pokoleniem JP2”.
Hymm nie zgadzam się tylko z jednym mianowicie chodzi mi o beatyfikacje, moze Jadwiga czekała te 600 lat, ale Joanna d’Arc czekała bardzo króciotko, wiec Papież, także, może zostac szybko beatyfikowany.