Wieloletni rytuał nakazuje w niedzielne popołudnia przy obiedzie oglądać „Na dobre i na złe”. No to oglądałam 🙂 Był odcinek 275 pod znamiennym tytułem „Gracz”. I patrzę sobie w telepatrzydło… I widzę Zbigniewa Suszyńskiego! Uaaaa! Co za radość! 😀 Człowiek czekał te dwa lata (czy nawet więcej) i się doczekał. W dodatku w takiej roli wystapił, o jakiej marzyłam 🙂 Walczący z samym sobą nałogowy hazardzista… To był drugi stopień powrotnego przekonywania się co do pana Suszyńskiego. Najpierw „dubidu” (gdzie dawał czadu aż miło), a teraz „Na dobre i na złe”, gdzie po prostu oczarował mnie swoją grą aktorską…
Panie Zbyszku, SZACUN.