Pasjans solitaire

Mimo dosyć sympatycznego i niejesiennego nastroju zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy istnieje na tym cholernym padole ktoś, komu by na mnie zależało. We wzajemności, of course. Bo ja, mimo tego, że niektórzy próbują mnie przedstawiać jako zimną jędzę, mam kilka takich osób, o których mimo wszystko myślę i które są dla mnie ważne. Tylko brak mi pewności, czy aby na pewno one mają to samo w stosunku do mnie. Bo wywalam z siebie to ciepełko, obdarzam nim tą garstkę „wybrańców”, a ile z tego od nich do mnie wraca? Jakaś nikła cząstka? Coś koło tego. Czyli jeden pozytyw – wśród tych ludzi jest jedna czy dwie osoby, które może czasem tam o mnie sobie pomyślą. Okej. Ktoś powie, że bez zaangażowania z mojej strony to normalne. Tyle, że ja się angażuję. Jak często później sobie uświadamiam – za nadto.

Nie jestem cudowną istotką rodem z idiotycznych filmów, robiącą dobrą minę do złej gry, wyrozumiałą i dobrotliwą do zrzygania. I wcale nie jest mi z tym źle. Wręcz przeciwnie, wbrew temu, co niejedna taka nieżyciowa osóbka (bo – o dziwo – takie naprawdę istnieją!) próbowałaby mi chętnie wmówić. Ale też zdaję sobie sprawę, że przez to, co uznaję za swoją zaletę, część osób mnie nigdy nie pokocha. No cóż. Nie będę udawać kogoś, kim nie jestem tylko po to, by zyskać czyjąś sympatię. Ale w końcu pojedynczość nie jest naturalnym stanem i to normalne, że liczę po cichu na istnienie osób, którym nie jestem obojętna. Nawet, jeśli pewnego dnia stwierdzę, że takowe nie istnieją i że najwyższy czas przestać liczyć na wielką łaskę świata i zacząć wszystko i wszystkich mieć w najgłębszym poważaniu, bo za dużo już siebie wywaliłam na darmo, to w głębi duszy będzie mnie bolało to, że świat chciałby, żebym zyskała do niego zaufanie, ale nic nie robi, żeby tak naprawdę się stało.

Także tego. Czasem żałuję, że jeszcze są rzeczy, które mnie ruszają. Bo gdyby tak wszystko mieć w nosie, to i by łatwiej było. No. Ale nigdy w życiu nie ma łatwo. Tym bardziej, kiedy chcesz pozostać sobą, a jednocześnie być o tyle podobnym do „tych normalnych”, że mieć parę szczególnych osób. Bo i w sumie… „To piękne uczucie wiedzieć, że gdzieś daleko, za górą, za rzeką, za placem zabaw dla dzieci, za wielką stertą śmieci, jest duszyczka, życzliwa osóbka, co pożałuje trupka”.

5 komentarzy do “Pasjans solitaire”

  1. no to jak-być zimnym czy gorącym? spalać się całkowicie czy tylko udawać zaangażowanie?powiem Ci siostro, że nie mam dla Ciebie dobrych wieści-z bycia sobą nie da się zrezygnować. można próbować się nagiąć do rzeczywistości, ale zawsze pozostaje pytanie – ja dla świata, czy świat dla mnie?rzecz jasna można mieć misję w stosunku do świata, czasem nawet warto znaleźć coś/kogoś dla czego/kogo warto żyć, ale poświęcać się bez reszty? – jeśli Cię stanik uwiera to kupujesz nowy, a nie czekasz kiedy przestanie wkurzać.

Dodaj komentarz