Tak prosto jest trafić w przedsionek nieba…

Piszę tą notkę w stanie mentalnego upojenia po powrocie z kabaretonu, na którym pojawiły się dwie z moich ukochanych grup kabaretowych – Hrabi i Formacja Chatelet. Postaram się w miarę możliwości odtworzyć przebieg wydarzeń. Wszystkie godziny podane orientacyjnie.

Godzina 17.00 – ja i Natalia spotkałyśmy się się przed JCK. Musiałyśmy jeszcze czekać na Paulę i jej ekipę. W międzyczasie ustaliłyśmy plan działania – przed występem ruszamy po kwiatki dla naszych ukochanych artystów 🙂

Godzina 17.20 – Paula wraz z siostrą Darią i rodzicami wreszcie się pojawiła. Wprowadziłyśmy je w plan działania. Poszłyśmy do toalety, a gdy z niej wyszłyśmy, natknęłyśmy się na Askaniusza. Następnie udało się nam jeszcze złapać Grzanę i obgadać sprawę naszej niespodzianki dla Miśka (3 miał 28 urodziny). Potem poszłyśmy do kwiaciarni naprzeciwko JCK-u, ale się okazało, że zamknięta. Poszłyśmy do tej koło piekarni, ale kolejka za duża, a czasu coraz mniej.

Godzina 17.45 – Pognałyśmy do kwiaciarni koło Cepelii (trzeba było to widzieć – cztery biegnące ulicą Konopnickiej dziouchy krzyczące „Jak mogłeś ty Pałooo!!!” xD). Tam zrobiłyśmy zrzutę i za sumkę nabyłyśmy osiem żonkili (narcyzów?). A potem bieg najkrótszą drogą do JCK!

Godzina 18.00 – Rozpoczął się kabareton. Najpierw trochę konferansjerzyła Paka, a potem już tylko Hrabi! 🙂 W niepełnym składzie, niestety, gdyż jak się okazało Asię dopadło zapalenie płuc 🙁 Ale cóż, życie. Panowie bez swojej „jedynaczki” poradzili sobie świetnie. Był „Łysy pan” z uroczym wokalem Lopeza, było „Śpij sukinsynu” (w roli pielęgniarki także Lopez), „Wieś” (jako kurczaka na scenę wyciągnięto tatę Pauli i Darii! :O ), piosenka „Kiedyś będę stary” w przeboskim wykonaniu Bajera, „Piosenka krakowska” z wymiatającym wokalem Kamola, Guru, Kamol straszący balonem, no i pojedynek krytyka z reżyserem na argumenty szmaciane! Boże, jak usłyszałam pewien wulgaryzm na ch… w wykonaniu Bajera, to myślałam, że zawał mnie czeka! I ta Nata obok mnie co rusz mówiąca „Spokojnie, spokojnie…” 😀

Godzina nieznana, ale pewnie około 19 z hakiem – Ja, Nata i Paula wymknęłyśmy się do garderoby Hrabich z kwiatkami. Przy okazji spotkałyśmy inną miłośniczkę kabaretu, Klaudię. W końcu się dostałyśmy. Było piekielnicko miło! „Podział ról” był taki – Nata daje żonkilka (powiedzmy, że to były żonkilki) Kamolowi i Lopezowi, a ja Bajerowi dla niego i do przekazania dla Asi. Powiem szczerze – zawstydziłam się, jak dostałam od Tomasza buziaka w policzek :} Zresztą okazało się, że kojarzy mnie z Internetu (troszkę pogadaliśmy kiedyś). Zdobyłam podpisy tylko Bajera i Darka, bo Lopez akurat się wymknął zadzwonić.

Godzina około 19.45 – Wróciłyśmy na salę. Kolejna konferansjerska wstawka Paki już się kończyła. Tylko chwilka i pojawiła się na scenę Formacja Chatelet! 😀 Szaaał 😀 Pojawili się oczywiście „Anonimowi Europejczycy”, „Wojsko” („Ko – no – no – wicz fajny jeeest!” xD), nieznany nam dotychczas skecz o grupie terapeutycznej dla bitych mężów, Nowa Huta Gangsta z przebojem „English is easy” i walka pomiędzy Grzaną a Miśkiem. Niestety (jak się potem dowiedziałyśmy, ze względów czasowych) na scenie nie pojawił się Askaniusz. Szkoda w sumie, ale cóż…

Godzina 20.23 – Zajęłyśmy szybciutko garderobę, w której jeszcze godzinkę wcześniej gadaliśmy z Hrabiakami. Z Grzaną dogadane było, kiedy możemy dopaść Miśka. Paula instalowała głośniki, ja i Nata powtarzałyśmy tekst piosenki urodzinowej dla Michała. W końcu (po wizycie TV u FCH) mogliśmy zajść do nich. Autografy, pogaduszki, fotki, kwiatki (Nata dała Grzanie i Miśce, Paula Małczorowi, ja Askiemu)… Boże, to było równie niezwyłe, jak wizyta u Hrabich. Takie niezwyłe i proste zarazem. Ludzie ze sceny stali się ludźmi, ot, takimi, jak sąsiad z bloku – całkiem znajomymi… Potem w „naszej” garderobie pojawili się chłopaki i zaczęłyśmy występ urodzinowy. Paula zarapowała, ja i Nata zaśpiewałyśmy (przy czym obie poplątałyśmy tekst), a całość nagrali Grzana i Miśka na swoich telefonach 😀

Godzina 21 z hakiem – Chłopaki zebrali się do wyjazdu. Ostatnie rozmowy, pożegnania… Chateleciaki pojechali w dalszą trasę, Paula i Daria do domu daleeko stąd, ja i Nata też do domu…

Dziękuję z całego serca: Natce, Pauli, Darii, Klaudii, Bajerowi, Kamolowi, Lopezowi, Adaśkowi, Grzanie, Miśkowi i Askiemu.

To było jak niebo.

4 komentarze do “Tak prosto jest trafić w przedsionek nieba…”

  1. Nie no, normalnie… Wobec tak zacnego opisu takich zacnych wydarzeń nie mam nic do dopisania :PMusiało być genialnie. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *