Królowie Rury Której

Tytuł wpisu sponsoruje Kat, zaś sam wpis – a właściwie to pean chyba – program „Dzięki Bogu już weekend”. Który zresztą po raz pierwszy od początku emisji zasługuje na szerszą wzmiankę. Bo chociaż lepsze toto troszkę niźli „Kabaretowy Klub Dwójki” i ma swoje mocne momenty (Neonsi!), to więcej w sumie wychodzi tych słabych (eee… w zasadzie cała reszta wykonawców, z drobnymi wyjątkami typu Elita?).
Aż tu bum. Przychodzi taki Poniedzielski z Andrusem pod rękę, biorą jeszcze MoCartów na dokładkę i wychodzi złoto. No czyste złoto. Co najzabawniejsze, nawet z tych rzeczy, które znakomita większość innych artystów by epicko skrewiła. I niekoniecznie chodzi tu o Rurę Którą, chociaż faktem jest, że pewnie niejeden uległ by pokusie wykorzystania jej do jakiegoś niskiego lotu dowcipasa. Ale u licha. Kto mógłby wam dać takie ładne „eee!”, szantę narciarską z piękną „carycą mokrego śniegu”, soczystą parodię piosenki, cięte riposty i odrobinę tak zwanego ‚sassu’ wysokiej jakości? Pomijam już całkiem perliczkę i zgotowanie miszcza Andrzeja na finał. I wierszyk. Oj, te wierszyki Andrusowe.
A „Tylko dla dorosłych”? No muah. Kupa ich młodszych kolegów mogłaby im pozazdrościć finezji (a Limo ze swoim „kontrowersyjnym” numerem wrócić do gimnazjum, bo chyba tylko tam by to kupili). Bo kto powiedział, że jak dla dorosłych, to ma być przaśnie i kanciasto? Seryjnie, większość poprzednich odcinków przy tym wypadła jak bawarskie pornosy.

Nie mówię, że och, ach, A.A./A.P./MoCarci to taki wyrafinowany humor a cała reszta to syf dla tłuszczy. O nie. Taki kabaretowy snobizm zawsze mnie śmieszył i drażnił, więc chyba nie oczekujecie, że bym na to teraz poszła, hę? Tylko po prostu ci państwo zebrani w jeden zespół, jak i również z osobna zresztą, sprawiają wrażenie osób, którym zależy, które traktują widza serio i które potrafią sprzedać coś, co wymaga podskoczenia powyżej nerek. I CHWAŁA IM ZA TO. A hejterom to cóż… kij w oko. Bo oczywiście zaraz wyskoczyło stado „rozczarowanych” widzów, dla których to było „za nudne”, „nieśmieszne” i którzy woleliby to nieszczęsne Limo, Smile czy innych Paranienormalnych. No to dobra, skoro „głupie, bo nie rozumiem”, to oglądajcie sobie tych swoich przezabawnych artystów. Będzie więcej dobrego dla nas.

To był mój krótki pean, którego napisaniu nijak nie mogłam się oprzeć. Dziękuję, dobranoc.

P.S. Tak, wiem, że był w tym odcinku jeszcze Adin, ale cóż. Pożytek z tego był jeden – można było bez wyrzutów sumienia wychodzić do toalety/kuchni/whatever.

2 myśli na temat “Królowie Rury Której”

  1. Heh, no to szkoda, że dzięki zasługom „Kabaretowego Klubu Dwójki” (jak również tamtego starszego, bałtroczykowego) w pewnym momencie zaczęłam omijać z daleka wszystko, co cykliczne. No ale się trzeba liczyć z tym, że w ten sposób czasem się MoCartów przegapi…
    Tobie gratuluję ciągłej cierpliwości do tych kabareciarzy – widocznie ktoś ją musi mieć 😀

    1. Sama sobie się dziwię z tą cierpliwością, bo dałabym głowę, że w pewnym stopniu straciłam ją wieki temu xD
      A to bałtroczykowe to jeszcze dobre było. Przynajmniej do pewnego momentu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *